Wiem, że jest lepiej…

… a jednocześnie wciąż udowadniam sobie, że jest gorzej.

kosz w koszykach

Jako aspirujący psycholog wiem, że pozytywne zmiany często okupione są utratą zasobów w innych aspektach. Taka kolej rzeczy nie pomaga jednak w eliminowaniu depresyjnych myśli.

Tym bardziej, gdy traci się sens życia. Gdy pozbywa się swoich zaburzeń odżywiania, wprowadzając się tym samym w stan apatii.

Ostatni rok był dla mnie straszny i cudowny zarazem. Przeżyłam jedne z najgorszych chwil w moim życiu, przeplatając je nauką uciechy z małych rzeczy, docenianiem ludzi i świata w ogóle. Co najmniej kilka razy twierdziłam, że niżej upaść się nie da, po czym dyskwalifikowałam to stwierdzenie nowym. Oszukiwałam, przede wszystkim siebie, choć niestety nie tylko.

Na spowiedź jeszcze za szybko. Na pracę nad sobą nigdy za późno, mimo że truizmów nie lubię.

Dalej stara duszą, coraz starsza biologicznie, wiekiem metabolicznym wołającym za to pewnie o pomstę do nieba.

Mam jednak plan. Ostatnim się nie przejmować, dziecko wewnętrze zachować, a do tego jednak zyskać trochę dorosłej odpowiedzialności życiowej.

Mieć plan. Bo z planem lepiej mi się działa. Tak jak z blogiem – lubię mieć takie swoje małe, publiczne, choć raczej dość kameralne wciąż, miejsce.